9.4.2023 r.
Czas odrodzenia. W kalendarzu Wielkanoc. Celebrowanie śmierci, która nie jest końcem.
Idzie nowe.
Zdrowieję. Z przeziębienia też. Czekam jeszcze aż do końca odpuści szczęka i kręgosłup, dzięki coraz pewniejszemu wyrażaniu siebie i nie zaciskaniu w środku tego, co chce ujrzeć światło. Zyska uroda. Bezpieczne będą zęby. Złamana dwójka z przodu już wystarczająco zakomunikowała obszary do uzdrawiania. Jest moją bohaterką. W końcu też staję się coraz bardziej świadoma i ciało mniej musi mi dawać znać „chorobą”. Jelita też spokojne od bardzo długiego czasu. Truskawki będą pyszne latem.
Kolejny zapach jest bardzo organiczny w odbiorze. Użyłam go do soli. Symbolicznie wręcz odrodziłam się do nowego w aromatycznej kąpieli. Jak każdy jest po to, by tą wewnętrzną moc, jaką mamy w sobie, zainicjować. Pobudzić, wydobyć, stymulować i rozprzestrzeniać jak molekuły #przeznosdoserca i dalej do świata.
Kolejny adekwatny do potrzeb. A te potrzeby tworzą najpiękniejsze kompozycje. Czasami wspierające rozpoznawanie emocji, czasami ochronne, dodające odwagi albo otwierające na miłość do siebie i innych. Bywają balansujące, energetyzujące, pomagające rozwijać się jako w niebie tak i na ziemi. Wielowymiarowe i do innych wymiarów przenoszące.
Coraz częściej pojawia się wokół nich ochota do rozmowy. Coraz częściej zauważam, że ile razy odważnie wyrażam siebie nie dzieje mi się krzywda. Nie ma odrzucenia. Nie ma osądzania. Tym bardziej palenia na stosach. To już było. Częściej to ja miałam założenia, że będzie krzywda. Pomyliłam się w tamtych wyobrażeniach. Na szczęście znowu nie miałam racji. Jak dobrze, że jestem omylna.
Ps. Za dwa dni zapiszę się na warsztat szamański, na którym przyjmę jedno z ważniejszych doświadczeń stawiających mnie za sobą samą. Napiszę o tym za cztery odcinki.




